Wyruszmy w świat zniszczony bombami atomowymi. Seria Fallout na przestrzeni 21 lat od wydania pierwszej części.

Wyruszmy w świat zniszczony bombami atomowymi. Seria Fallout na przestrzeni 21 lat od wydania pierwszej części.

Polecne i promocje Poradnik

Klasyczna rozgrywka kontra nowa wizja post-apokalipsy. Początki wielkiej serii w świecie post-apokalipsy. Amerykańska wizja po atomowej zagładzie rozbudza serca i wyobraźnie graczy od 1997 roku w grach serii Fallout.

War. War never changes.

Krótkie zdanie, które już na zawsze zapisało się w historii świata gier wypowiadane przez znanego aktora Rolanda Perlman’a poprzez wszystkie części znane są każdemu fanowi RPG. Seria Fallout posiada status kultowej nie przypadkiem. Oczywiście nie każdy się z tym określeniem zgadza, ale jedno nie ulega dyskusji – każdy szanujący się gracz zna tę serię. Wszystko rozpoczęło się w roku 1997, gdy nieznane studio Black Isle Studios wydało na świat Fallout. Post-apokaliptyczne uniwersum, walka turowa, otwarty świat, mnóstwo broni, ładna jak na tamte czasy grafika i przede wszystkim rozwinięta i wciągająca fabuła oraz możliwość rozwiązania zadań na mnóstwo sposobów w zależności od tego w jakim kierunku rozwijaliśmy postać rozkochało w sobie tysiące graczy.

Świat w serii Fallout to świat pochłonięty przez wojnę atomową. Do czasów drugiej wojny historia nie odbiega znacząco od naszej. Po II WŚ USA napędzana jest siłą atomu a zarazem Ameryka zatrzymuje się socjotechnologicznie w latach ’50. Świat staje na skraju wojny, gdy zasoby ropy wyczerpują się. Powoduje to konflikt pomiędzy Unią Europejską a Bliskim Wschodem. Rozpada się ONZ. Stany Zjednoczone zdominowały całą Amerykę Północną i Środkową anektując Kanadę. Chiny przeprowadzają inwazję na Alaskę. Świat nie wytrzymał presji i w roku 2077 na niebie pojawiają się bomby atomowe. Amerykanie przewidując co może nastąpić w 2054 rozpoczyna wielką akcję budowy schronów atomowych (tzw. Vaults). W jednym z nich opatrzonym numerem 13 przyjdzie ci się urodzić i umrzeć…chyba, że coś się popsuje. W roku 2161 wyruszysz, by odnaleźć water chip (po polsku hydroprocesor). Będziesz mieć na to 150 dni. Tutaj przyjdzie ci wybrać postać, którą będziesz kierować w tym niebezpiecznym świecie. Chcesz grać silnym, ale tępym osiłkiem? Żaden problem. A może preferujesz ciche i skryte rozwiązania? Proszę bardzo. Chcesz móc przegadać prawie każdego? Jest to jak najbardziej możliwe. Piekielnie inteligentny, ale chuderlawy naukowiec? Zapraszamy! Każda droga jest możliwa, ale co najważniejsze, żadna nie jest bardziej opłacalna od innej. Twórcy doskonale potrafili zbalansować grę zupełnie rożnymi bohaterami. Dzięki temu odbiór gry przez każdego był inny, unikatowy, ale zarazem Fallout zapraszał do przejścia gry ponownie, ale w inny sposób.

Druga część wydana rok później tylko jeszcze mocniej podkreśliła te walory. Historia przedstawiona w drugiej części przedstawia nam, iż mieszkamy w wiosce zwanej Arroyo, 80 lat po wydarzeniach z pierwszej części gry. Została ona założona przez Mieszkańca Krypty, bohatera pierwszej części gry. Ty z kolei drogi graczu, jesteś jego potomkiem i los zgotował Ci przygodę życia. Wyruszysz w poszukiwaniu G.E.C.K.A. Niemal boskiego urządzenia, które uratuje wioskę przed zagładą. Gra zdecydowanie była dłuższa i choć nie wiele zmieniono w mechanice (działając w myśl zasady – jeśli coś świetnie działa to po co to zmieniać?) dostaliśmy więcej zadań, większy świat, jeszcze więcej przedmiotów. Jedynym zdaniem, Fallout 1 można uznać, że był świetny, tak Fallout 2 jest po prostu doskonały. Wyciska wszystko co najlepsze i wykorzystuje w pełni swój potencjał. Po drugiej części zespół Black Isle Studios dało graczom inne nieśmiertelne produkcje: Planescape: Torment uznana za jedną z gier wszechczasów według serwisu GameSpot czy Gry-Onlice. Rok 2000 to rok kolejnego wielkiego RPG, a dla fanów Baldur’s Gate pozycji obowiązkowej czyli Doliny Lodowego Wichru (Icewind Dale). Koniec bajki następuje w 2003 roku, gdy to bez podanych przyczyn Interplay zwalnia praktycznie całe studio. Zwolnieni zakładają Obsidian Entertainment i tam tworzą kolejne gry. Seria Fallout jednak na równe 10 lat zapada się w atomową zimę.

Bethesda Game Studios wykupuje prawa do gry i w 2008 roku w październiku dostajemy premierę Fallout 3, a fani stają się podzieleni niczym atomy. F3 zabiera nas z pustkowi Kalifornii na tereny Waszyngtonu na tzw. stołeczne pustkowia. Historia opowiada nam o dorastaniu naszego protagonisty od momentu urodzin po 11 urodziny, gdy to dostaniemy naszego własnego Pip-Boya, aż do osiągnięcia pełnoletności. Wtedy też następuje zwrot akcji w Krypcie 101. Ojciec mimo obowiązującego zakazu, ucieka z Krypty. Sami również opuszczamy Kryptę w poszukiwaniu tatuśka. Perspektywa gry została zapełnienie zmieniona. Rzut izometryczny zastąpiony został perspektywą z oczu bohatera lub zza jego/jej pleców w zależności od preferencji gracza, chociaż walka o wiele lepiej działała z pierwszo-osobowej perspektywy. Grafika działała na silniku Gamebryo znanego choćby wydanego wcześniej The Elder Scrolls IV: Oblivion przejmując tym samym nie tylko jego zalety, ale i wady (zwłaszcza natury technicznej) co było dość częstym zarzutem wobec trzeciej części Fallout.

Nie mniej recenzje były bardzo przychylne i najczęściej oscylowały wokół ocen 9/10 lub 90%. Chwalono głównie wciągającą rozrywkę, eksplorację pustkowi, system S.P.E.C.I.A.L oraz po czasie dodane, ciekawe dodatki. Narzekano z kolei na dość liniową fabułę, decyzje, które niewiele zmieniały w świecie gry, płytkość napotkanych NPC oraz ich inteligencję. Tyczyło się to również naszych towarzyszy, którzy częściej przeszkadzali i ginęli, niżeli pomagali. Z perspektywy czasu gra postarzała się mocniej, niż taki Fallout 2, który przy zastosowaniu modów graficznych nie kłuje w oczy. Mimo lepszego silnika graficznego i nowych mechanik gra nie posiadała magii dwóch poprzednich części i była to zasadniczo rozgrywka długa, ale na raz, góra dwa razy. Szczególnie gra popadła w zapomnienie, gdy dwa lata później wspomniane wcześniej studio Obsidian Entertainment stworzy Fallout: New Vegas czyli jak ja to nazywam Fallout 3.5.

Posiadacze praw do marki Fallout firma Bethesda zajęta była tworzeniem piątej części The Elder Scrolls zleciła zatem stworzenie tej części ojcom dwóchpierwszych odsłon serii. Któż mógł to lepiej wykonać jak nie dawni członkowie Black Isle Studios? Gra okazała się dla wielu powrotem tego Fallout’a, którego pamiętali z lat ’90. Oczywiście nie był to powrót do rzutu izometryczno i turowego systemu walki, gdyż gra oparta była na tym samym silniku co Fallout 3, lecz sama rozgrywka była znacznie zbliżona do starych części. Zadania można było wykonywać na wiele sposobów, NPC reagowali inaczej zależnie od podjętych decyzji w czasie gry oraz przynależności do jednej z 3 frakcji (Cezara, Pana Hous’a lub Republiki Nowej Kalifornii lub można było nie dołączyć do nikogo). Akcja gry przenosi nas na obszar pustyni Mojave 4 lata po wydarzeniach znanych z F3. Obszarem centralnym mapy jest powstałe na gruzach starego Las Vegas tytułowe miasto New Vegas. Nasz bohater, nazwany tutaj Kurierem, wpada w pułapkę będąc w posiadaniu, jak się okaże potem, bezcennego Platynowego Sztona. Gangster i właściciel jednego z kasyn niejaki Benny ma na niego chrapkę zatem zabiera siłowo przesyłkę, a naszego protagonistę posyła do piachu strzałem w głowę. Szczęście nie opuściło naszego Kuriera i mimo ciężkiego postrzału przeżywa. Oczywiście Kurier nie postanawia odpuścić i chce odzyskać zabraną przesyłkę wplątując się tym samym w wir wydarzeń, które odmienią pustkowia Mojave. Odbiór gry był przeważnie pozytywny. Bardzo chwalono rozgrywkę oraz zadania. W ogniu krytyki stanął ponownie nienajlepszy silnik gry przyczyniający się do wielu błędów natury technicznej oraz związane z tym kiepskich animacji ruchów czy twarzy postaci w świecie gry. Do gry wydano oficjalnie cztery DLC: „Krwawa Forsa”, „Samotne Serca”, „Smutki Starego Świata” i „Droga przez Pustkowia”. Od 2011 roku można nabyć Ultimate Edition gry zawierające ów rozszerzenia oraz dwa pakiety dodatkowe Arsenał Zbrojmistrzów i Wyposażenie Kuriera dodające nowe przedmioty.

Na 7 lat przyszło czekać fanom Fallout’owej post-apokalipsy na grę w tym uniwersum. 2015 rok dał nam  Fallout’a z numerem 4 od początku jeszcze bardziej podzielił graczy. Są nawet tacy, którzy nie traktują tej gry jako Fallout’a w ogóle. Powodem tego stanu rzeczy bardzo spłycenie rozgrywki, skupieniu się na akcji i strzelaniu, co nie było do tego czasu domeną tej serii. Walka była przeważnie alternatywą co udowodniła ostatnia gra tej serii. W tej części dyplomacja praktycznie nie istnieje a wraz z jej brakiem, możliwość innego zakończenia zadania, niżeli krwawą jatką. Charyzma protagonisty w 90% wypadków używana jest by wysępić 100 kapsli więcej za zakończenie zadania. System dialogów również uległ gwałtownej zmianie, lecz nie na lepsze. W dialogach otrzymujemy 4 możliwe odpowiedzi, które różnią się zasadniczo tonacją wypowiedzi, lecz sens jest przeważnie ten sam. Dostajemy zatem iluzję, że nasze wypowiedzi cokolwiek znaczą. Awans postaci również różni się od poprzednich odsłon serii. Perki były do czasu czwartej części serii czymś na co czekało się 3-4 poziomy by odblokować unikatową umiejętność w zdolności, w której się specjalizowaliśmy. Teraz perk wybieramy co poziom jedynie by np. poprawić obrażenia pistoletów. Przestały one pełnić tutaj swoje specjalne funkcje. W F4 nie mamy umiejętności jako takich, lecz ich spłycenie w postaci ilości perków posiadanych w danej zdolności. Inną bolączką gry już od dawien dawna stanowi silnik gry. Ten znów nie przeszedł jakiś gruntownych zmian, a jedynie lifting i nadal mamy problemy techniczne jak wywalanie do systemu czy męczące wczytywanie każdej lokalizacji osobno co czasem trwa karygodnie długo. Już Gothic 2 pokazał, że można stworzyć otwarty świat w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiedźmin 3, który ukazał się w tym samym roku i był głównym konkurentem w bitwie o grę roku pokazał dobitnie jak wygląda otwarty świat w 2015 roku bez co chwilowego ładowania ekranu. Gra CD Projekt RED nie tylko pokonała Fallout’a, ale go zdeklasowała dając tym samym czerwoną kartkę staremu silnikowi gry. Jeżeli panowie z Bethesdy mają jeszcze jakieś ambicje zasiąść na tronie króla RPG muszą w szóstej odsłonie The Elder Scrolls stworzyć coś nowego i odświeżonego. Pójść w tym samym kierunku, w którym poszli twórcy Assassin’s Creed Origins.

 

„Zajechaną” i powtarzalną serię odnowili tworząc chyba najlepszą część od czasów drugiej odsłony przygód Assasynów. Fallout 4 tylko chyba ze względu na sympatię ludzi do serii i brak tego rodzaju gier na rynku przeboleli ten silnik, lecz wątpię by dali jeszcze jedną szansę. Mimo wszystkich tych mankamentów, grę serwisy oceniły bardzo dobrze w okolicach 85%. Polski serwis Gry-Online wystawił ocenę 7/10, która wydaje się najbardziej sprawiedliwa. Docenić trzeba, to co panowie z Bethesdy umieją od zawsze tworzyć – eksplorację i wielki świat pełen znajdziek i przygód nawet, jeśli nieco monotonnych. Wartym uwagi jest też prolog gry. Rozpoczniemy przygodę w roku 2077 w Bostonie, dokładnie w dniu gdy Ziemię spotka atomowa pożoga. Zobaczymy (choć nawet jeśli to krótka chwila) jak wyglądały czasy sprzed atomowej zagłady. Unikając spojlerów, widząc świat w płomieniach uciekniemy do Krypty 111 tam wraz z małżonkiem/małżonką i niemowlęciem trafimy do komór kriogenicznych zostając zamrożonymi. Kontrolę nad postacią przejmiemy ponownie w roku 2287. Do gry wyszło oficjalnie 6 dodatków. 2 z nich jedynie dodają nowe przedmioty do budowy w osiedlach. 4 z nich to nowe fabularne rozszerzenia. Zwłaszcza mnie przypadł do gustu dodatek Far Harbor, który przenosi nas na spowitą wieczną mgłą wyspę. Doskonale odwzorowano klimat filmów takich jak „Wyspa Tajemnic” czy „Mgła” co mnie kupiło z miejsca. Fallout 4 jest trudny do jednoznacznej oceny. Sam, gdy pierwszy raz zagrałem ocenić to mogłem na 4/10. Trudno mi było te wszystkie zmiany przełknąć, gdyż jestem zapalonym fanem dwóch pierwszych części. Z czasem jednak przekonałem się do produktu dając ostatecznie 8/10 wraz ze wszystkimi dodatkami i co najważniejsze modami. Podstawą jest jednak zmiana punktu widzenia. Zacząłem patrzeć na Fallout’a 4 jak na strzelankę w świecie post-apokaliptycznym, bo trudno nie zgodzić się, że jest to słaby Fallout, ale już dobra strzelanina. Nie skupiać się na fabule i interakcjach z NPC, a czerpać radość z rzeźni. Jedynie w ten sposób byłem w stanie przejść grę wszystkimi frakcjami do których możemy dołączyć.

Dodatkowo podniosłem sobie maksymalnie poziom trudności nie tylko grając na poziomie „survival” ale podnosząc jego trudność poprzez mody. Konieczność jedzenia i picia wreszcie nadała mi sens wszelkiego zbieractwa. Osady również stały się ważne, gdyż dzięki modowi, mogłem poruszać się miedzy nimi szybką podróżą (domyślnie całkowicie wyłączoną) budując pomiędzy nimi trasy. Również tam mogłem zapisać grę, gdyż to można wykonać jedynie odpoczywając w łóżku. No i te emocje związane z walką, gdzie sprawna seria supermutanta kosiła nas z nóg. Wreszcie można było poczuć trud przetrwania na pustkowiu Bostonu. Niestety nie raz, nie dwa tę zabawę niszczyła sama gra crash’ując się i wywalając bez przyczyny do pulpitu. Nie muszę chyba dodawać ile przekleństw leciało w stronę twórców, gdy po 2h powolnego wykonywania jakiegoś zadania wracałem do najbliższej osady by zapisać grę i tuż przed nią witała mnie tapeta pulpitu. Dodam, że nie miałem zawalonego Fallout’a setkami modów i ograniczałem je do minimum używając wszelkich programów analizujące wszelkie możliwe konflikty, by zminimalizować szansę crashu. Niestety nie da się przeskoczyć pewnych błędów silnika gry.

Tym samym kończymy przeprawę po serii Fallout. Z pewnością znajdę czas by bliżej przedstawić wam te 4 części, a tutaj jedynie skupiając się na całości serii. Oczywiście mogę tutaj nadmienić takie trzy tytuły jak Fallout Tactics: Brotherhood of Steel, Fallout Shelter i Fallout: Brotherhood of Steel, lecz nie są one kanoniczne (lub jedynie szczątkowo) dlatego postanowiłem skupić się na pełnych tytułach. Cała seria zasługuje na zapoznanie się z nią. Nawet jeśli Fallout 1 i 2 różnią się znacząco od następnych części niesprawiedliwe będzie chociaż nie zapoznać się z nimi do czego gorąco polecam, gdyż wojna…wojna nigdy się nie zmienia!

0 0 votes
Daj ocenę
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments