Gra o niczym, przepełniona jedynie brytyjskim humorem i wyborami gracza?

Aktualności

Idea gry o niczym wydaje się być absurdalna. Tak absurdalna, jak brytyjski humor. The Stanley Parable to urzekająca i zabawna opowieść o biurowym pracowniku, którego wszyscy koledzy nagle zniknęli.

The Stanley Parable jest grą o niczym. Może ciężko jest to sobie wyobrazić, jak gra może być o niczym konkretnym, ale jednak. Nie zbieramy w niej żadnych przedmiotów. Nie mamy ekwipunku, nie mamy broni, przeciwników ani zagadek do rozwiązania. Nie ma bossów do pokonania ani damy w opałach do uratowania. Nie ma globalnego spisku, któremu musimy zapobiec, ani nic innego. A jednak, gra jest zabawna i relaksująca. Pokazuje też co nieco o życiu. Jakim cudem gra może być zabawna i ciekawa, skoro nic w niej nie ma? O tym za chwilę…

Gra The Stanley Parable powstała w 2013 roku i została oparta na silniku Source. Stworzona została przez studio Galactic Cafe. Tak naprawdę, to ciężko jest zakwalifikować jej gatunek. Technicznie jest grą FPP, czyli pierwszoosobową, gdzie świat obserwujemy z oczu głównego i jedynego bohatera gry, jakim jest Stanley. Sensem gry jest eksploracja, więc można by ją zaliczyć do gier przygodowych lub symulatorów chodzenia. Jej istotą jest bardzo ciekawy humor, a więc powinna też być zaliczana do produkcji humorystycznych. Jest też rodzajem eksperymentu, niemal artystycznej wizji, jaką chcieli przedstawić oraz wyśmiać twórcy z Galactic Cafe.

Grafika oparta na przestarzałym silniku Source na pewno nie urzeka. Jest nieciekawa, i nawet w 2013 roku była co najwyżej średnia. Mimo to, do rozgrywki, jaką oferuje nam The Stanley Parable jest wystarczająca. Atutem gry jest udźwiękowienie. Niestety, nie chodzi tu o wspaniały dźwięk przestrzenny, gdzie będziemy słyszeć, z której strony nadciągają kroki. Nie będzie to też wspaniała oprawa muzyczna w stylu Hansa Zimmera. Będzie to raczej mało znany w Polsce Brytyjczyk, o wspaniałym głosie, które jest narratorem. Bo Stanley Parable jest grą i eksperymentem narracyjnym. Głosu narratorowi, który komentuje każdy nasz krok i wybór jest znany z angielskich reklam i telewizji Kevan Brighting. Bardzo doświadczony oraz dysponujący wspaniałym głosem, jest tym, co nadaje grze uroku i magii.

Gra rozpoczyna się od krótkiego intra, które wprowadza nas w kilku zdaniach co do bardzo prostej w założeniu fabuły. Tytułowy bohater Stanley jest jednym z nieskończenie wielu pracowników biurowych, pracujących całe dnie w maleńkim biurze, dla olbrzymiej korporacji. Każdy dzień wygląda tak samo i jest przepełniony monotonią, nudą i nigdy nic się nie dzieje. Jednak, ten dzień będzie inny. Tego dnia, Stanley siedząc przy swoim komputerze, stwierdza, że od rana nie dotarły do niego żadne instrukcje, co miałby robić. A to się nigdy nie zdarzało. Gra oddaje nam sterowanie nad Stanleyem, zaś narrator kontynuuje. Opowiada nam, że Stanley ruszył zobaczyć co słychać u jego kolegów w innych biurach. Nie mając innego wyboru, gracz opuszcza w końcu pomieszczenie i rozpoczyna zwiedzanie korporacyjnego biurowca. Narrator z przyjemnym dla ucha brytyjskim akcentem stwierdza, że nikogo w biurach nie ma, ale Stanley się tym nie przejął, i ruszył w stronę sali spotkań, bo pewnie przegapił memorandum o zebraniu. Nie mając innej drogi do wyboru, gracz w końcu trafi do sali konferencyjnej, gdzie jednak nikogo nie napotka. Stanley był w szoku, doda Kevan. Coś takiego nigdy się nie zdarzyło, więc postanowił udać się do samego szefa. Ruszamy korytarzem i teraz gra dopiero zaczyna zdradzać swoje możliwości i zamysły. Stojąc przed dwojgiem drzwi do wyboru, narrator stwierdza, że Stanley wybrał drzwi po lewej. Sęk w tym, że nie musimy wybierać drzwi po lewej. Kierując się prawymi drzwiami, narrator płynnie przechodzi do następnych kwestii, opowiadając o drodze naokoło, ponieważ Stanley chciał rzucić okiem na salę socjalną. Zabawne docinki narratora wprowadzają nas w dobry humor i zaczynają prowokować nas, do eksperymentowania, co się stanie, jeżeli znowu nie posłuchamy brytyjskiego głosu. Po obejściu sali socjalnej, głos stwierdza, że wybraliśmy korytarz w lewo, aby wrócić na naszą trasę. Kierując się prosto i ignorując polecenie, prowokujemy Kevana. Narrator ściąga maskę, i zaczyna zwracać się bezpośrednio do gracza, że mieliśmy iść w lewo. Zależnie od tego co zrobimy, może on nas prosić, błagać lub nam grozić, przedrzeźniać i prowokować nas.

Cała gra jest doskonałym i inteligentnym żartem, opartym całkowicie na naszych wyborach. Twórcy gry przewidzieli KAŻDĄ możliwą decyzję, jaką podejmie gracz w niewielkim świecie biurowca i na każdą z nich została przygotowana odpowiednia narracja. Nawet jeżeli postanowimy wypaść z windy towarowej i skończyć nasze życie upadkiem z kilku pięter, narrator podsumuje nasze działanie: „Stanley pokazał wszystkim, że to on tu rządzi, i to on podejmuje decyzje! Brawo Stanley!” Zależnie od naszych wyborów, narrator może być naszym przyjacielem lub wrogiem, zależnie jak bardzo ignorujemy jego podpowiedzi. Przykładowo, w innej sekcji gry, mając do wyboru drzwi czerwone i niebieskie, pokolorowane przez niego dla ułatwienia, które mamy wybrać, narrator zmusi nas, do wejścia w odpowiednie drzwi. Jeżeli będzie wybierać nie ten kolor, sytuacja zostanie zresetowana, ale tym razem z humorystycznymi dodatkami, jak wielkie, świecące strzałki, pokazujące nam odpowiednie, niebieskie drzwi. Kombinując dalej, czerwone drzwi zostaną pomniejszone, aż w końcu znikną całkowicie. Narrator może zresetować naszą rozgrywkę od początku, tym razem z narysowaną szeroką, czerwoną linią, którą nazywa linią przygody. Ma ona zapewnić, że dzięki niej nie zgubimy się, i trafimy tam, gdzie narrator chce nas zaprowadzić. Niestety, po drodze linia zaczyna się wić i gubić, aż poprowadzi nas w nieznane!

Każdy wybór jest zabawny i ciekawy. Gra oferuje wiele różnych zakończeń, a tylko jedno z nich, jest szczęśliwe. Pomimo, że The Stanley Parable można ukończyć w niecałe 5 minut, przy słuchaniu narratora, to grę przechodzi się wiele razy, szukając coraz to nowych zakończeń i rozwinięć fabuły. Wielokrotnie wybory rozwijają się coraz bardziej, prowadząc do całkowicie zaskakujących konkluzji narratora na temat naszych intencji. Dla przykładu, jeżeli narrator uzna, że nie słuchamy go, ponieważ nam się nudzi, i chcemy grę zepsuć na siłę, to zacznie proponować nam inne gry. Będziemy w stanie przejść początkowy poziom gry Portal, tym razem z szyderczym i ironicznym komentarzem Kevana, zajrzymy do świata Minecraft, i kilku innych, kiedy narrator będzie usilnie próbował nas rozerwać.

Gra jest rodzajem eksperymentu i w dużej mierze satyrą, na istniejące w innych produkcjach iluzje wyboru, ponieważ dawanie graczowi wyboru kosztuje. Kosztuje dodatkową produkcję poziomów, pracy grafików, ale chyba najbardziej w rozpisaniu i nagraniu dialogów. Dlatego wiele gier oferuje iluzoryczne wybory, które nie mają żadnego znaczenia na rozgrywkę, lub tylko symboliczne. Ewentualnie, mogą oferować dwa, minimalnie różniące się zakończenia, np. Złe i dobre. Twórcy The Stanley Parable chcieli stworzyć grę, w której od naszego wyboru zależy wszystko, i tylko na tym opiera się rozgrywka. Mimo niedociągnięć w grafice, przestarzałym silniku, prawie braku fabuły, gra budzi respekt. Respekt, ile pracy włożono w stworzenie tak wielu opcji wyborów, które mają znaczenie oraz około 20 godzin nagrań narratora, aby zapewnić ciągłość jego komentarza, niezależnie od tego co zrobimy. Nawet decydując się nic nie robić, gra w wielu miejscach to przewidziała. Jeżeli przystaniemy w pokoju socjalnym, komentator opowie o podziwianiu tego miejsca przez Stanleya. Im dłużej będziemy stać w tym pomieszczeniu, tym bardziej będzie on nas przedrzeźniał, za podziwianie paskudnego pokoiku z ekspresem do kawy, w którym nie ma nic ciekawego.

Dużą wadą gry jest niestety jej długość. Większość wersji wyborów nie trwa dłużej niż 10 czy 15 minut, nawet jeżeli się nie śpieszymy. Wszystkie możliwe opcje możemy tak naprawdę rozegrać w jeden wieczór, po czym gra staje się bezużyteczna. Z drugiej strony, działa ona jak dobra komedia. Kiedy obejrzymy ją raz, chętnie puszczamy ją koledze lub koleżance, i śmiejemy się ponownie, tym razem z kimś. Lub wracamy do ulubionej komedii, nawet jeżeli wszystkie żarty i sceny znamy na pamięć. Każdy z nas chyba ma chociaż jeden film, o takim działaniu. Kolejną wadą gry jest wymagany język angielski, na dość wysokim poziomie. Gra oferuje polskie napisy, ale nie są one w stanie dorównać oryginalnemu, brytyjskiemu humorowi. Bez tej znajomości gra traci większość swojego uroku i komizmu.

Poruszone w zabawny sposób problemy współczesnego życia, takie jak monotonia w pracy oraz bycie kolejnym, szarym i prawie bezimiennym pracownikiem globalnej korporacji są ciekawe. Spostrzeżenia narratora, docinki oraz żarty inteligentne i bystre. Budzi zachwyt bardzo dobre przygotowanie twórców tej małej, ale uroczej mini gry.

Mimo swojej jednorazowości, braków w grafice oraz wymogów językowych, The Stanley Parable jest produkcją zdecydowanie wartą przejścia. Nie znajdziemy tu wyzwania, strzelania, zagadek ani nic z normalnie rozumianej rozgrywki, jaka powinna być w grach komputerowych. Znajdziemy za to coś oryginalnego, zabawnego i urzekającego. Gry nie da się porównać do niczego innego i powinna być obowiązkowym tytułem każdego gracza. Pokazuje też ona kierunek, jaki mogliby obrać inni twórcy gier. Gra z prawdziwymi wyborami, a nie drobnymi iluzjami wyborów prowokuje do ponownego przejścia. A to oznacza, że przyciąga nas na dłużej, i zapewnia więcej zabawy. Obecnie jednak świat gier komputerowych zmierza raczej w dokładnie drugą stronę, aby graczom zapewnić jak najmniej, za to zmusić ich, do zapłacenia za każdy mini dodatek do gry dodatkowych pieniędzy.

Gra The Stanley Parable dostępną jest tylko dla PC. Można ją zakupić np. na platrofmie Steam.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o